Potężny
tłum rozpycha się, aby stanąć jak najbliżej barierki. Na betonowej podłodze na
wpół goły perkusista wali z całej siły w swój instrument, w przerwach wspomaga
go drugi, też z gołym torsem, biegając po scenie z rodzajem opakowanej w biały
karton gitary. Obaj mają na głowie czarne czapeczki używane przez terrorystów. Performance nosi nazwę „BNNT Sound Bombing”. Huk jest tak
straszny, że rozchodzi się po czterech piętrach monumentalnych rozmiarów budynku.
Niektórzy, nie wytrzymując hałasu, wciskają sobie w uszy palce. To polski
artysta, Konrad Smoleński, który swoim performancem otworzył prestiżowe
paryskie triennale. Z hukiem. Dosłownie i w przenośni. Na początku jesteśmy ogłuszeni hałasem, ale stopniowo rytm perkusji bierze nas w posiadanie, cała przestrzeń zaczyna drżeć w tym samym rytmie, stajemy się elementem przestrzeni zjednoczonym muzyką...Jakaś para zaczyna tańczyć.
Ale nie był to jedyny polski artysta zaproszony do Palais de Tokyo na Triennale 2012 „Intensywna bliskość”, które oficjalnie otwarte zostało 20 kwietnia w Paryżu. Zaproszeni zostali również: Aneta Grzeszykowska, Ewa Partum oraz Teresa Tyszkiewicz. To tym razem wielce znacząca obecność polskich artystów na tak prestiżowej wystawie w Paryżu.
Ale nie był to jedyny polski artysta zaproszony do Palais de Tokyo na Triennale 2012 „Intensywna bliskość”, które oficjalnie otwarte zostało 20 kwietnia w Paryżu. Zaproszeni zostali również: Aneta Grzeszykowska, Ewa Partum oraz Teresa Tyszkiewicz. To tym razem wielce znacząca obecność polskich artystów na tak prestiżowej wystawie w Paryżu.
Prace Ewy Partum
Palais de Tokyo widział każdy, kto choć raz spacerował brzegami
Sekwany. Zbudowana w 1937 roku na potrzeby sztuki czterokondygnacyjna,
przeszklona, monumentalna konstrukcja w stylu Art Deco nie miała jednak ostatnimi laty szczęścia do dyrektorów. Do tego ewidentnie wymagała
remontu.
Tym nowym Pigmalionem Pałacu
Tokyo ma być Jean de Loisy (kurator trwającej obecnie znakomitej ekspozycji „Mistrzowie
nieporządku” w Quai Branly-napiszę o niej przy innej okazji), mianowany w
czerwcu ubiegłego roku na stanowisko dyrektora .
Przestrzeń
to niezwykła, ogromna, pełna światła, przestrzenna- 22 tys. metrów to niemało. Chciałoby
się, żeby choć połowa takiej przestrzeni została kiedyś u nas przeznaczona dla
współczesnych polskich twórców. Nie wiem, czy jest to zamiar architektów, czy
też brak funduszy, ale mury pozostawione w stanie surowym, żadnych tynków, żadnych wygładzeń
a wręcz odwrotnie, można było dojrzeć wystające metalowe, zardzewiałe druty, jeszcze
z 1937 roku, gdy stawiano Palais de Tokyo.
Nowa
przestrzeń otwarta przez parę francuskich architektów ma być obszarem wolnej
kreacji. Zanosi się na to, że w
porównaniu z Palais de Tokyo, centrum Pompidou będzie to starą, przestarzałą,
pachnąca naftaliną instytucją.
Zanim napiszę o Triennale 2012,
kilka zdań o „wstępie do otwarcia”, czyli 30-sto godzinnym happeningu, który odbył się przed tygodniem. To miał być taki przedsmak tego, co zapowiadano na Triennale. Było więc sporo zupełnie szalonych pomysłów
artystycznych. Wymienię może kilka z nich- najbardziej znamiennych: Trzymająca nas w
napięciu monstrualna drewniana
konstrukcja montowana „ na żywo”, na
naszych oczach przez Claude’a Cattelaine’a z drewnianych belek, gigantyczne
rally zbudowane z płyt winylowych, po których można było przesuwać
elektrycznego karta wydobywającego z jazdy po płytach kosmiczne dźwięki,
czy też
performance „Contrawork”-podczas którego śpiewacy operowi interpretowali śpiewne mowy
pogrzebowe na cześć rozkładanego na części pierwsze samochodu (totalnie
surrealistyczne). Innym przykładem wizjonerskiej kreacji była Dolce Vita-żywe
obrazy czyli taniec ze szkieletami interpretowany przez studentów historii sztuki (coś pomiędzy barokiem, karnawałem i
tańcem makabrycznym).
Ale eksplozją kreatywności okazało się
dopiero otwarte przedwczoraj Triennale. O performansie Konrada Smoleńskiego
wspomniałam na wstępie, pozostali polscy artyści przedstawili może troszkę
mniej spektakularne prace: znana i obecna na wielu wystawach międzynarodowych
Ewa Partum pokazała
tłum warszawskiej ulicy z lat 70-tych w który miesza się sylwetka nagiej kobiety. Aneta Grzeszykowska pokazała eksperymentalne wideo którego tematem
było działające
osobno elementy ludzkiego ciała.
Nie przypadkiem prace tych dwóch artystek
znalazły się w Paryżu. Tematem paryskiego Triennale jest bowiem„Intensywna bliskość” a więc
większość- prac to wariacje na temat ciała i przestrzeni.
Sporo więc pokazano nagości. I do tego
odważnej. W jednej z sal zaprezentowano zdjęcia kobiet, które pokazywały z szeroko rozstawionymi
udami wnętrza swoich narządów rodnych, było takich obrazów kilkanaście. Czy
chodziło o „różnorodność kształtów”? W innej sali, na wideo, bardzo
brutalne obrazy masakry ciał ludzkich przez wojskowych. Przyznam się szczerze, że nie byłam w stanie na to patrzeć.
Ale było również wiele innych spektakularnych projektów, takich na przykład
jak fruwające w powietrzu oniryczne rzeźby z rozmaitych materiałów poruszane przez rozstawione w pomieszczeniu dmuchawy, albo
cztery rozstawione w kwadracie, dostępne publiczności fortepiany. Przy każdym „pianiście” zbierała się
grupka ludzi obserwując poruszające się po
klawiaturze dłonie.
Na pierwszym planie fortepianowy happening, na drugim "Smierć króla" artysty Ulla von Brandenburg, naamlowana onirycznymi kolorowa rampa do roller-skate'u.
Witraże Christiana Marclay "siedem Okien"
Peter Buggenhout: "Slepy prowadzący ślepca", totemiczny kadłub z kurzu i metalu
Performance Christiana Smoleńskiego „BNNT Sound Bombing”
Fruwające rzeźby zrobione ze starej garderoby
Butle z gazem i szybkowary z wyciętymi formami kontynentów:
Przechadzając się w tej monumentalnej przestrzeni używamy wszystkich
naszych zmysłów. Nie ma w tych projektach tradycyjnie pojmowanego piękna, ani
harmonii, ale jest prowokacja, fantazja, refleksja, zmuszenie nas do myślenia. No, ale
jeśli nie radzimy sobie z wejściem w przedstawiony świat, to mamy do dyspozycji
„mediatorów”-którzy stali się nieodzownym elementem każdej wystawy „młodych
zdolnych”, to oni nam wyjaśnią „ co artysta miał na myśli”.
„Sztuka jest czymś, co nas prowadzi w rejony niepewności,
przedmiotów będących w ruchu(…)Ważne, aby do miejsca, w którym mamy do czynienia
ze sztuką wchodzić tak jak do miejsca fikcji”-Jean de Loisy
Jean de Loisy przekonuje, że chce tę gigantycznych rozmiarów przestrzeń oddać do dyspozycji artystom, nie stawiając im
żadnych ograniczeń, ma być ono miejscem podróży duchowej, wewnętrznej i fizycznej. Palais de Tokyo ma być też zaprzeczeniem instytucjonalności, w co niektórzy nie bardzo wierzą- wejście kosztuje 8 euro, czyli
tyle, co do każdej innej paryskiej "instytucji".
Triennale 2012 potrwa do sierpnia.
Dobrze, że przedstawione projekty nazwałaś 'spektakularnymi'. Może mediatorzy pomogliby mi poczuć się mniej niepewnie; bo gdy patrzę na fotografie obiektów o których piszesz osaczają mnie wyłącznie wątpliwości.
OdpowiedzUsuńEwo,
OdpowiedzUsuńNawet mediatorzy by chyba nie pomogli, zresztą oni z reguły wiedzą tyle, ile wytłumaczył im sam artysta a poza tym, wątpliwości są chyba immanentną cechą tego rodzaju sztuki. I pewnie trzeba ją oglądać„w naturze”, zdjęcia i opis nie wystarczą…i dziękuję za komentarz!
Do końca sierpnia powiadasz... Zupełny odlot! Element zaskoczenia, nowości, szoku stał się nieodzownym elementem współczesnej sztuki. Mam tylko nadzieję, że kierunek hukowy nie będzie się rozwijał zbyt bujnie ;)
OdpowiedzUsuńNie dotarlismy, ale za to widzielismy wystawe Degas i Debussy'ego, mniejsze, bardziej konwencjonalne i przez to chyba lepsze na szybki weekedn w Paryzu.
OdpowiedzUsuńSwietnie bylo Cie zobaczyc! i teraz czekam na Was (pamietaj musismy koniecznie najechac Stratford! :)
Magamaro,
OdpowiedzUsuńTo i tak bardzo dużo udało Wam się zobaczyć! Mam nadzieję, że weekend był udany. Cieszę się również ze spotkania, a do Stratfordu na pewno dojedziemy, obiecuję!